Teraz jest 20 sty 2018, o 06:54

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 13 ] 

Moderator: Arti

Autor Wiadomość
PostNapisane: 5 wrz 2011, o 20:00 
Offline
pisaż
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 9 lis 2009, o 21:35
Posty: 956
Lokalizacja: Kraków NH
Imie: Jacek
Motocykl: AT
Niezamierzone motto wyprawy - „…jeśli chcesz rozśmieszyć Boga, to opowiedz mu o swoich planach…”
My, rozbawiliśmy Go setnie.
Wiele razy.


Ale do rzeczy. Rok temu, po zakończonym wypadzie do Rumunii, Szanowna Współ tj. Paulina, (czyli Cleo) doszła do wniosku, że koniec plecakowania, czas jeździć samej. Zatem szybko dokończyła prawko kat. A i późną jesienią, drogą kupna za złotówki polskie, weszliśmy w posiadanie motocykla dla Cleo. Padło na Yamahę XT 600 ‘2001.
Przez zimę moto zostało przygotowane do adventure….(stalowe oploty, bak Acerbisa, skarpety, gmole, stalaże, centralka, obniżone siedzenie, motoiler, handbary itd. - standardzik)
I tak, wiosną Cleo przejeżdżała samodzielnie pierwsze w kilometry w życiu (nigdy wcześniej niczym – poza rowerem -nie jeździła), a zauważyć trzeba, iż XT nie jest najprostszym moto do nauki jazdy, szczególnie dla drobnej kobiety (przede wszystkim jest dość wysokim motocyklem. Szczególnie jak się na 162 cm wrostu). Nie ukrywam, że przez tą wiosnę postarzałem się nieco ; ). A kroki byly w pionie i poziomie. Wiosną też padł pomysł wyjazdu typu raczej off, na Ukrainę Zakarpacką. Początkowo wyjazd planowany był na 1 motocyklu (moim), ale ostateczną decyzję, czy jedzie sama, czy jako pasażer miała podjąć Paulina. I podjęła – jadę sama. Znowu się postarzałem…
Plan był ambitny – połoniny, Czeremosz, Czarnohora, a warunki tylko dwa. Pierwszy, że Cleo da technicznie radę, a drugi, że nie będzie padać, albowiem Karpaty są błotniste i bez deszczu, a na mokro robi się z lekka dramat. W końcówce czerwca, zapakowaliśmy zatem dwa motocykle (Cleo swojego XT, a ja swoją Africa Twin) i…. pojechaliśmy ze znajomymi w Bieszczady. Po paru mocno deszczowych bieszczadzkich dniach, koledzy wrócili do Krakowa, a my odbiliśmy na UA. Nie wspomnę, że przez te parę dni spaliśmy mało, ale za to..... robili dużo czego innego.

I tak niewyspani i skacowani, przy chmurnym niebie, bez specjalnych zdarzeń ze strony służb, przekroczyliśmy granice UA w Krościenku. Kierowaliśmy się w kierunku Sambor – Przełęcz Użocka – Użok, gdzie zamierzaliśmy spać na zaznaczonej na mapie turbazie. Po przewaleniu się przez dzionek po dramatycznych asfaltach (a raczej dziurach w asfalcie), okazało się ze turbazy: niet, ale Maria (to ją pytaliśmy o turbazę) zaproponowała nocleg u siebie. Ot, tak. Nie trzeba było namawiać nas 2 razy. Na dzińdybry dostaliśmy jeść, a potem heja w wiochę. Maria robiła za przewodnika – min. wyciągnęła kościelnego z domu i kazała otworzyć nam super zabytkową cerkiewkę. A za cerkiewką, pod sam szczyt góry, ciągnie się zarośnięty cmentarz, z grobami z XIX w. A potem się zaczęło – bimber – ogóreczki – bimber – znajomi Marii - rosołek – bimber…..



Dygresja – za 5 wódek 50 ml zapłaciłem….. 7 pln.. Żal wracać….


Żal było też rano, bo kac był okrutny, ale cóż robić... śniadanko i w drogę, trasa Użok – Żjedniewo.



Piękny dziurawy szuter, idylliczne widoki, słonko, bez ludzi, i – co miło zauważyć mi było, Cleo ogarniała. Niestety trudy nocy ubiegłej dawały znać o sobie, co wymusiło zjazd nad potok i godzinna drzemkę w cieniu motorków.



A potem – decyzja szybka – lecimy na Turytsię, a z stamtąd na Połoninę Runa. Z Turytsi pniemy się najpierw asfaltem, potem szutrem i kamieniami, potem lasem, potem czymś, co było kiedyś betonowymi płytami, a teraz jest zasadzką i tak po malunku coraz wyżej, aż wreszcie - jest.


Noż normalnie szok – wielka, trawiasta, wietrzna połonina (szczyt na 1479 mnpm) widoki boskie, wiatr okrutny, a pod szczytem stado półdzikich koni, z których jeden upodobał mój kufer sobie i strasznie chciał go otworzyć – co nie wpływało korzystnie na równowagę motocykla. I moją też.



A pod szczytem opuszczona baza wojsk rakietowych b. ZSRR. Słonce, wiatr, konie. Bajka. O glebie mojej i Cleo nie pisze, bo, po co. Ale Cleo wjechała – kurcze dumny z niej jestem, jak nie wiem co.




Czmychamy i na dole stawiamy namiocik, palimy ognisko, myjemy się w rzece i jest bosko.



Jesteśmy cali w skowronkach - zaczyna się bosssssko, a będzie jeszcze lepiej. Na dochodzący z niebios stłumiony chichot nie zwracamy uwagi...


_________________
Można, tylko....... po co?
---------------------------------------

Każdy dobry uczynek zostanie ukarany.
Przykładnie.

--------------------------------------
Wielkie rzeczy robią ci
którzy nie wiedzą że się nie da...

--------------------------------------
Boże, chroń mnie przed "przyjaciółmi"
z wrogami poradzę sobie sam...


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 7 wrz 2011, o 09:27 
Offline
Administrator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 9 lis 2009, o 22:12
Posty: 1310
Imie: jacek
Motocykl: buza
:super: , zazdroszczę w pozytywnym tego słowa znaczeniu..... ale czy mi się wydaje, czy to dopiero I-sza część opowieści??

_________________
SPONSORZY WYPOWIEDZI:
tv trwam; narodowy fundusz zdrowia; pani domu; durex; radio maryja; koło gospodyń wiejskich; bravo girl; przegląd funeralny; teleranek

czy wieczorem, czy nad ranem..... mam na wszystko wyjechane.



Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 7 wrz 2011, o 09:49 
Offline
pisaż
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 9 lis 2009, o 21:35
Posty: 956
Lokalizacja: Kraków NH
Imie: Jacek
Motocykl: AT
ma pan święta racje, to I część,

C.D.N.

_________________
Można, tylko....... po co?
---------------------------------------

Każdy dobry uczynek zostanie ukarany.
Przykładnie.

--------------------------------------
Wielkie rzeczy robią ci
którzy nie wiedzą że się nie da...

--------------------------------------
Boże, chroń mnie przed "przyjaciółmi"
z wrogami poradzę sobie sam...


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 7 wrz 2011, o 09:56 
Offline
swój

Dołączył(a): 16 lis 2009, o 22:39
Posty: 23
czekam na cd. :czas: może być bez szczegółów co was wprawiło w taki boski nastrój chyba żeby to też poczytam oczko


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 7 wrz 2011, o 12:38 
Offline
pisaż
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 9 lis 2009, o 21:35
Posty: 956
Lokalizacja: Kraków NH
Imie: Jacek
Motocykl: AT
Za to rano, budzi nas o świcie walący o namiot deszcz. Nienawidzimy tego odgłosu…. Zaczynamy powoli rozumieć znaczenie wieczornego chichotu niebios. Plany - zakładające suchość jako warunek wjazdu w najpiękniejsze rejony też jakby ciut zaczynają sie je...ć. Z lekka przejaśnia się kolo południa, wiec zwijamy się na Wołowiec.



Po drodze sprawdzamy prognozy i są do du... złe. Ma lać. Mocno i długo. I faktycznie, od tego dnia lalo nam codziennie – po parę godzin, po pół dnia lub i dzień cały, a błoto rosło, rosło, rosło, jak śpiewał swego czasu bard. W mocnym deszczu docieramy do Hulkywi za Wołowcem, u stóp połoniny Borżawa, gdzie z racji deszczu i temperatury ok. 12-13st.C i błota stajemy u leśniczego.

Rankiem, z racji iż akurat chwilowo nie leje, a prawie jest słonecznie, mamy w planie na lekko atakować Borżawe. Taaaaa, jasne. Tam lało już od 2 tygodni. Leśniczy pożycza nam syna, który ma nam pokazać jak jechać. Idzie bosko, do pierwszego ostrego podjazdu, gdzie Cleo polega po 80m, a ja po 120, tracąc przy okazji prawe lusterko (no, ale tylko mięczaki używają lusterek). Błoto genialne, kostki w oponach zalepione, nawet ustać ciężko, ale luz po 30 minutach jesteśmy z powrotem u stóp podjazdu.








Misza proponuje atak z Wołowca, co też uczyniamy. Podjazd już nie tak ostry, ale za to w 10 cm błotnistej breji, rozjeżdżanej przez terenowe Ziły 6x6 do zrywki drewna. Tu idzie nam znacznie lepiej, bo pokonujemy z 1500m, a potem robi się błoto za kostkę, kałuże w błocie do pół łydki… wiemy już, że na mokro nic z tego nie będzie. Cholernie mam żal i szkoda.



Sprytnie zmieniamy plan i chcemy przejechać przez przełęcz Beskid w kierunku na Oporet's, ale sytuacja się powtarza. Droga przejezdna dla ciężarówek terenowych only.








Albo czegoś takiego:



Zaczyna bardzo lać, wracamy.

Przejechaliśmy tego dnia może z 20 km łącznie, zmachaliśmy się za to okrutnie. Rozczarowanie pogodą narasta, a gleb nie liczę, bo, po co?

A kolacja wygląda tak:


Wieczorem pada. Błoto rośnie. Wywołana naszymi planami wesołość w Niebieśiech narasta....

c.d.n.

_________________
Można, tylko....... po co?
---------------------------------------

Każdy dobry uczynek zostanie ukarany.
Przykładnie.

--------------------------------------
Wielkie rzeczy robią ci
którzy nie wiedzą że się nie da...

--------------------------------------
Boże, chroń mnie przed "przyjaciółmi"
z wrogami poradzę sobie sam...


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 8 wrz 2011, o 14:00 
Offline
Administrator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 9 lis 2009, o 22:12
Posty: 1310
Imie: jacek
Motocykl: buza
Hans napisał(a):
c.d.n.

naród się niecierpliwi :ink:
naród się naprawdę niecierpliwi :bad:
oczko

_________________
SPONSORZY WYPOWIEDZI:
tv trwam; narodowy fundusz zdrowia; pani domu; durex; radio maryja; koło gospodyń wiejskich; bravo girl; przegląd funeralny; teleranek

czy wieczorem, czy nad ranem..... mam na wszystko wyjechane.



Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 8 wrz 2011, o 14:07 
Offline
pisaż
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 9 lis 2009, o 21:35
Posty: 956
Lokalizacja: Kraków NH
Imie: Jacek
Motocykl: AT
Czesc Soprano, tzn Narodzie :)

_________________
Można, tylko....... po co?
---------------------------------------

Każdy dobry uczynek zostanie ukarany.
Przykładnie.

--------------------------------------
Wielkie rzeczy robią ci
którzy nie wiedzą że się nie da...

--------------------------------------
Boże, chroń mnie przed "przyjaciółmi"
z wrogami poradzę sobie sam...


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 9 wrz 2011, o 21:15 
Offline
swój

Dołączył(a): 16 lis 2009, o 22:39
Posty: 23
iiiiiiiiiiiii??? tu się czyta :-X


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 11 wrz 2011, o 10:37 
Offline
pisaż
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 9 lis 2009, o 21:35
Posty: 956
Lokalizacja: Kraków NH
Imie: Jacek
Motocykl: AT
Ruszamy w deszczu, ale potem się ocipeczkę rozpogadza, lecimy, zatem przez Mizeriję i dalej na Syniewirską Polianę.



Przelatujemy ostatni przysiołek o nazwie Svoboda i przez kamieniste błoto pniemy się dalej – bez celu, ot tak, jak tylko daleko się da.







Fantazja kończy nam się przy stanowczo zbyt głębokim potoku (padało i wezbrał).





Rozpoznanie bojem potwierdza decyzje.



Wrócimy tu jutro, na lekko. Załatwiamy jaki taki nocleg, jemy półsurową rybę z piwem i robię serwis moto, bo kiera ciut krzywa.



Dygresja – nawet w najbardziej zabitym dechami wiejskim sklepiku, można dostać dobre espresso, w stylu iście włoskim. Rewelka.

Z ranka, jako iż akurat nie leje, lecimy dziś na lekko, tam, gdzie zawróciliśmy wczoraj. Po drodze znajdujemy przedwojenną granicę polsko – czechosłowacką. Dziś strumyk znacznie niższy, wiec bierzemy go z marszu. Znaczy ja. Cleo uczy się jeździć po wodzie. Potem jest kolejny strumyk, i znowu i znowu. I błoto i strumyk i błoto.





Pchamy się tak daleko, jak Cleo da radę. Dziewczyna szybko się uczy, choć chwilowo - widząc jak jedzie (a raczej jak ją chwilami XT wiezie tam, gdzie on chce) - dostaję szału. Ale – przypominam – do tamtej chwili przejechała w życiu 2500 km, a wyrypa była nawet jak na sporego faceta spora. Gleb nie liczę, bo, po co.





Z - jednakże znacznym zadowoleniem - konstatuje iż postępy jakie laska czyni są z minuty na minutę zauważalne.














Jest bosko, jesteśmy przemoczeni (od tego dnia do końca wycieczki jedziemy już w mokrych butach), styrani. I o to chodziło. A ponieważ zaczyna mżyć a potem lać, kończymy na dziś.

Następnego dnia nie ma co opisywać – tyle że calutki dzionek w ulewie, z widocznością 1000-1200m przewaliliśmy się z Syniwirskiej Poliany, przez Kołodne, Welka Uhorke (pod połoniną Krasna, której z racji ulewy i deszczy nie zobaczyliśmy, do turbazy Tarasiwka.



Było błoto, dziury, szuter i Cleo, która prowadziła po szutrach chwilami w takim tempie, że aż kazałem jej zwolnic (SIC!). Przed Turbaza Tarasiwka zapytałem o drogę. Chłopaki miejscowe, dzielnie znieśli moją odmowę wypicia z nimi bani wyjaśnili, co i jak. A potem, jeden za drugim poszli obejrzeć Cleo na motocyklu, bo takiego czegoś „…patamu, szto mnoho widieli, uże żienki na motocykle uże nie widieli…”. W ogóle Paulina, jako kobieta jadąca sama na terenowym motocyklu, była wszędzie lokalną atrakcją turystyczną (cholera, mogłem pobierać opłaty za oglądanie). I to by było na tyle – jak mawia mój serdeczny kolega Bubu. O moich błędach w nawigacji, przez które nadrobiliśmy ok. 100km nie pisze, bo wstyd. Gleb nie odnotowano.

Usypiamy kołysani łagodnym szumem napier****ającego deszczu......

_________________
Można, tylko....... po co?
---------------------------------------

Każdy dobry uczynek zostanie ukarany.
Przykładnie.

--------------------------------------
Wielkie rzeczy robią ci
którzy nie wiedzą że się nie da...

--------------------------------------
Boże, chroń mnie przed "przyjaciółmi"
z wrogami poradzę sobie sam...


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 12 wrz 2011, o 20:37 
Offline
swój

Dołączył(a): 16 lis 2009, o 22:39
Posty: 23
Dla Cleo respect !!! dałeś zonie do wiwatu! pozdrawiam :D


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 15 wrz 2011, o 20:21 
Offline
pisaż
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 9 lis 2009, o 21:35
Posty: 956
Lokalizacja: Kraków NH
Imie: Jacek
Motocykl: AT
Z ranka prawie nie pada (znaczy pada i mży, ale jakoś tak bez przekonania) wyruszamy w kierunku na Neresnytsia – Wodytsia – Dubove, a z tamtąd na Kobyliecka Poliane. Jakbyśmy wiedzieli….

W Dubowym lekko błądzimy, ale szybko odnajdujemy drogę na Wodytsię. Droga szybko robi się szutrem – kamienistym szutrem + błoto i pnie się lasem w górę ostro. Robi się pusto, bezludnie i dziko. Słowem w pytkę.










Przebijamy się błotem pod kapliczkę na szczycie, gdzie przejeżdżamy wielką wodę – wygląda to prawie, jak przejście żydów przez Morze Czerwone.




Nic to, że leje, (choć na chwilę przestało) i jest ciężko, (tu szacun dla Cleo, która wszystko przejechała sama. No, ma laska ambicję), jechać się jeszcze jakoś da i humory dopisują. O, zaczęło lać. Zjeżdżamy do Wodytsia w prawie słońcu. Nawet pojawia się jaki asfalt. Jeszcze z 10km prosto, potem z 12km drogą trawersująca masyw Opets’ – Nezydli i już jesteśmy w Krasnej Polianie. Brzmi prosto, nie?

Trawers składał się z 2 części – przez górkę do strumyka, i przez drugą górkę, do Poliany. Walimy ostrym podjazdem, wyszło słonko, jest kamieniście błota zatem brak. Jest idealnie. 1, 2, gaz, ostra jazda na stojąco, oby tak więcej.
Zjeżdżamy do strumyka, przelatujemy go, podnosimy moto Cleo i…zaczyna lać.


Z drogi robi się z lekki dramat – wielkie koleiny, wielkie kamienie. Gdyby nie to, że oba moto maja opancerzone spody, a najniższym punktem jest stalowa rama, było by źle. Chwilami rozwalamy kamienie spodami motocykli. Niestety kamienie i kamieniste koleiny kończą się i zaczyna się…….jakby błoto.



Śliska kleista maź na 10-15 cm, koleiny takie, że wchodzi w nie 21 calowe kolo, za to całe wypełnione błotem i wodą. Szaro, zimno (9st.C na termometrze), mocno leje, a droga taka, ze ciężko przejść z buta, nie mówiąc o jechaniu. Teraz uważam, ze gdybyśmy wiedzieli jak będzie – nie pojechaliśmy. Zaczynam mieć wrażenie, że jesteśmy w pułapce na szczury – miejscu, w które wjeżdżasz, ale, z którego już nie wyjdziesz. Zaczynam jechać na 2 moto – 500m moim, powrót z buta, 500m motocyklem Cleo. Dość powiedzieć, że 6km jechaliśmy z 6 godzin. Sorry - ale spory deszcz i walka z materią i własną słabością uniemożliwiły nam robienie zdjęć. BTW - dobre buty ratują przygniecione motocyklem kostki przed połamaniem.

Wreszcie docieramy na skraj lasu – teraz tylko ze 4 km zjazdu i jesteśmy w domu. He, he, he:"...jedyną matką jaką masz, jest nadzieja - głupią matke masz....".

Na skraju lasu spotykamy pasterzy z owcami i Szatanem.



Dlaczego Szatanem – odpowiedz na zdjęciach. Niestety, zjazd okazuje się taki sam jak droga, a mokra glina ma przyczepność lodu. W pewnym momencie, Cleo kładzie moto tak skutecznie, że wykonana z solidnej 5mm blachy dźwignia hamulca tylnego zwija się banana... Chwytam wtedy mega wkurwa – i wściekam się za nią – bardzo mocno i bardzo bez sensu. Zabieram jej moto i mówię, że oddam jak się nauczy jeździć. Wiem ,że zachowanie idiotyczne, ale przy deszczu, przemoczeniu, zmęczeniu i napięciu jakoś tak wyszło….. Potem mi przeszło, przeprosiłem (co czynię i niniejszym) i po 2 km zjazdu na 2 motocykle oddałem jej kluczyki.

W końcu – jest schronisko. W życiu nie czułem takiej ulgi. Cleo nas rozpakowuje, a ja biorę od właściciela 5 kg młot, demontuje dźwignię i tak długo tłukę w nią młotkiem, aż się wyprostowała. A - najpierw przez pół godziny myłem motocykl bo usyfiony był tak, że tylko z patykiem podejdź.









Ot, stare dobre enduro, wykonane ze stali, a nie z alu (aluminium by pękło przy odginaniu). Nazwaliśmy to KSM (Karpacki Serwis Motocyklowy). BTW – dźwignia działa do dziś, i nawet automat stopu działa ; ). A potem sielanka – piffko, kiełbaski z kominka, podziwianie mgły skrywającej góry…… I absolutny pad na ryj.



A z panoram górskich ostało się tyle:


_________________
Można, tylko....... po co?
---------------------------------------

Każdy dobry uczynek zostanie ukarany.
Przykładnie.

--------------------------------------
Wielkie rzeczy robią ci
którzy nie wiedzą że się nie da...

--------------------------------------
Boże, chroń mnie przed "przyjaciółmi"
z wrogami poradzę sobie sam...


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 18 wrz 2011, o 18:26 
Offline
pisaż
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 9 lis 2009, o 21:35
Posty: 956
Lokalizacja: Kraków NH
Imie: Jacek
Motocykl: AT
Wiemy już, że będzie dalej lalo i tam gdzie planowaliśmy nie pojedziemy, bo nie wjedziemy. Że resztki planów szlag trafił, że dupa, dupa, dupa.... Rozgoryczeni i zrezygnowanie, planujemy odbić na Polskę, i z takim planem ruszamy w deszczu, ale na skrzyżowaniu, tak mi się jakoś skręca nie na Polskę, a na Czarnohorę….
Wpadamy w masyw, drogą do końca i szutrami w lewo. Ta droga prowadzi na Howerle (google) i za opłatą można tam wjechać. Po suchym.



Z żalem zawracamy i lecimy drogą na Stih (google). Z tym samym rezultatem, z tym, że jechać można za darmo. Po suchym.






Za to ubłociliśmy się i styrali. Nocleg w ponurej odosobnionej 3 piętrowej turbazie w Bohdan, do której prowadzi tylko leśny – za to stromy podjazd. Dzięki Bogu jest kamienisty. Biorę go z marszu na jeden strzał (inaczej się nie da bo gleba murowana), a Cleo też na jeden strzał, z tym że po namyśle. Ale jak już się namyśliła, to wzięła go jak stary zawodowiec – jedynka i ogień. Moja szkoła, a i uczennica zdolna.

Tam czekamy na właścicielkę (jesteśmy jedynymi gośćmi), a czas umilamy sobie pogawędką z Jurą (12 latek z okolicy – fantastyczny chłopak). Turbaza wygląda środku jak skrzyżowanie lokalizacji z Piły 1, 2 i 3. Ciemno, pusto, wilgotno, a na ścianach martwe zwierzęta i lalki, wodzące za nami pustym szklanym wzrokiem………………

W deszczu – dla odmiany – zaczynamy powrót. Plan – do Dubovego a potem via UstCzorna, przełęcz Przysłop, do Koloczawy. Lecimy trochę w deszczu, trochę nie, drogi trochę pozrywane przez wezbrane rzeki…..



Przed Konsomolskiem kończy się asfalt, a zaczynają dziury w szutrze i błocie, ale adv nie pęka.



Zostaje mam tylko 14km przez Synewirski Park narodowy i przełęcz i jesteśmy u celu. Strażnik parku przepuszcza nas przez bramki, ale…… kupa. Zostajemy poinformowani, że tędy na Koloczawę nie przejdziemy, bo w górach wezbrane rzeki zabrały drogę.







A parę dni temu jechali tedy Polacy, na enduro i ściągano ich w nocy cięgnikami (ciężarówkami terenowymi?). W pytę – z 14km zrobiło się 140 km. Hurra.
W końcu docieramy do Kolochawy, stajemy na noc (pada) kolo Czeskiej stanicy, jemy fajny obiad, spotykamy zajebiaszczych Czechow (dużo ich tam), pijemy z nimi wódkę, a Cleo wpada w oko jednemu z nich. Standard : )

Dziś odwrót na Krościenko – nie ma o czym pisać, bo i lało przez cały czas, i suche mieliśmy wyłącznie dokumenty (a i to nie wszystakie), i pogranicznicy stanowczo odmówili rewidowania nas (zaleta uczciwych twarzy).







Z ciekawych rzeczy, to zaczął mi się kończyć napęd. Długi dzień w mocnym deszczu.
Stajemy w Ustrzykach w miejscówce wskazanej przez kolegę z Forum Africa Twin - dzięki ci Strażaku z Bieszczad.

I tak to się odbyło – było super, choć diametralnie inaczej, niż miało być. Bóg się obśmiał z naszych planów. Była wyrypa, a widoków i panoram nie. Był deszcz, a nie słońce. Cleo poczyniła niewiarygodne postępy - jestem z niej bardzo dumny.

amen.

_________________
Można, tylko....... po co?
---------------------------------------

Każdy dobry uczynek zostanie ukarany.
Przykładnie.

--------------------------------------
Wielkie rzeczy robią ci
którzy nie wiedzą że się nie da...

--------------------------------------
Boże, chroń mnie przed "przyjaciółmi"
z wrogami poradzę sobie sam...


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 21 mar 2015, o 16:57 
Offline
świeżynka

Dołączył(a): 6 mar 2015, o 18:28
Posty: 3
Imie: Aneta
Motocykl: brak
Tytuł tego wątku jest nie na miejscu...

_________________
tutaj, heriano.com, xantaroo.com, plember.com, źródło


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 13 ] 


Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Skocz do:  
cron
Oficjalne forum Galicyjskiego Stowarzyszenia Motocyklowego www.Motogalicja.org
autorstwa Jacka Wiącka. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL